o tym właśnie pomyślałam
gdy usłyszana wiadomość
spadła na mnie jak grom z jasnego nieba.
..B. ma syna. Urodził mu się w maju.
Cieszę się jego szczęściem, a równocześnie szlak mnie trafia.
Dlaczego to nie jest także MÓJ syn?
Dlaczego MI nie pozwolił dać sobie dziecka?
Dlaczego, gdy ja TAK BARDZO chciałam,
on uważał, że "chemia nie teges" i nie dał mi szansy..?
Wiem, wiem, brzmię jak zawiedziona zakochana kobieta.
Nie jestem już w nim zakochana , ale nadal boli mnie jego szczęście z inną.
Zwłaszcza takie, jakie JA mu chciałam (i mogłam) dać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz