Zawsze mam z kim pogadać, ale tak naprawdę chyba nie potrafię się otworzyć do końca przed nikim. Łatwiej jest mi pisać to co czuję niż mówić.
Tęsknię za kimś kogo nie znam.
Czyż to nie jest szalone?
Jest, wiem, że jest.
Sobotnia rozmowa z Soulmate
uświadomiła mi wiele i dała do myślenia.
Musiałam skonstatować pewne fakty, co szło mi całkiem dobrze, gdy wracałam nocą do domu.
1. mam słabość do X, NIE WIEM DLACZEGO, ale niezaprzeczalnie mam,
2.mimo, że powtarzam "chodzi mi tylko o korespondencje i rozmowy z Nim",gdzieś w głowie się czai myśl "jeśli byłaby szansa na coś więcej, zgodziłabym się" choć zupełnie niemal go nie znam (powiem więcej, zdarzyło mi się pomyśleć o nim jak o dopuszczalnym dawcy spermy)
3. nie ma teraz czasu ani energii na przeżywanie tego uzależnienia i słabości, mam mnóstwo innych spraw i problemów na głowie i tego na pewno mi nie trzeba.
4. szansa, że mogłoby to się jakkolwiek potoczyć, jest równa szansie, że nie wiem, stanie się cud typu dostanę się na aplikację i będę mieć fajnego patrona. W obu przypadkach nie można w stu procentach wykluczyć, że tak się stanie, ale prawdopodobieństwo obu faktów jest nikła.
5.AAAAAAAAAAAAAAA zostało mi tylko 11 dni do egzaminu!!!!
6.najgorsze w tym wszystkim, że o M. prawie nie myślę..
to masakra jakaś jest, że zamiast siedzieć robić testy i łagodzić prawdopodobieństwo totalnej porażki na egzaminie, ja siedzę, przeżywam i piszę te słowa w eter.
a czas pędzi jak oszalały.
no i co ja mam jeszcze powiedzieć?
że wszystko się toczy jakby parę metrów ode mnie, mam takie wrażenie, a ja tylko siedzę nad książkami z nadzieją, że stanie się cud i uda mi się wtłoczyć sobie do głowy wystarczającą ilość
przepisów by zdać egzamin i mieć wizję przyszłości?
howk! rzekłam i wracam (wreszcie) do książek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz