4 lata walki z sytuacją,która nastała,
opanowywania starych-nowych umiejętności,
uczenia się życia ze świadomością nabytych ograniczeń.
w pierwszą rocznicę zaliczałam zaległy egzamin
oblany na dwa dni przed rzeczonym wypadkiem
o kulach, z ledwo odrastającymi włosami
w chusteczce na głowie, żeby uniknąć spojrzeń
na bliznę, która jeszcze wówczas jarzyła czerwienią.
w drugą zaczynałam walkę o odszkodowanie,
zabezpieczenie, o unormowanie widoków na przyszłość
już na własnych nogach, wyoperowana
z włosami warkoczykami niczym Pipi ;)
trzecia przeminęła w pracy, nauce i obawie, co dalej
i nadszedł ten rok..
mam wrażenie, że nie wiem kiedy ostatni rok upłynął
a przecież tyle się działo
jednakże nic TAK spektakularnego
jak miewało miejsce wcześniej..
ale to chyba dobrze,
wolę szarą codzienność niż burzliwe okresy jaśniejące barwami emocji
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz