Długo nie pisałam. moje życie przypominało rozhulaną karuzelę,
a ja w samym środku nie wyrabiałam na zakrętach.
I tak to wyglądało w ostatnich kilku miesiącach.
Nie żebym teraz miała nadmiar czasu, ale na brak energii nie narzekam.
Co u mnie jest zjawiskiem nieczęsto spotykanym.
Uaktywniłam się. Stałam się chodzącym przykładem słuszności stwierdzenia,że gdy jest nadmiar zajęć, to jakoś łatwiej się zorganizować i na nie czas wygospodarować..
Jendym z przywilejów pracy w kroporacji są dodatki socjalne, takie jak karnety do teatru (nie zdołałam wykorzystać choć dostałam), karta MULTISPORT (korzystam odkąd opanowałam zarządzanie sobą w czasie) i dodatkowa opieka medyczna..
I tak zamiast czekać w strachu i niepewności na pewne badanie 3,5 miesiąca i odbywać je podczas tygodniowego pobytu szpitalnego, załatwiłam sprawę po 3 tygodniach w dwa dni.
Stałam się korporacyjnym zwierzęciem, choć w życiu bym się tego nie spodziewała.
A i zerwałam zaręczyny, na 4 miesiące przed planowaną datą wizyty w USC. Ewakuowałam i wykreśliłam ze swego życiorysu uciążliwą narośl, jaką to postać przybrał w ostatnim czasie nasz związek, i całkiem dobrze mi z tym.mimo załamywania rąk przez pewne bliskie mi osoby.. HA!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz