Wydawało mi się, że po wrześniu 2010 i przejściu totalnej utraty wiary we wszystko, co sama sobą reprezentuję, wraz z nowym rokiem nic nie ma szans się zmienić, przynajmniej na lepsze i wszystko będzie toczyć się typową równią pochyłą aż na sam dół.
Tymczasem nabrałam nieco dystansu, spojrzałam z nieco innej perspektywy i stwierdziłam, nie wiem za kim konkretnie, że nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko prędzej czy później ujawni jakiś swój ukryty, czasem bardzo głęboko, sens.
Doszłam do następujących wniosków:
1. skoro wszyscy uważają, że nie nadaję się do pracy w kancelarii, gdyż nie prezentuję pewnych, niezbędnych do tej pracy, cech, znaczy, że faktycznie się nie nadaję i nie ma o co kruszyć kopii;
2. jako że po raz kolejny nie dostałam się na aplikację, znaczy, że może nie tędy droga, może do tego też się nie nadaję i los usiłuje mi to pokazać.. może w ten sposób daje mi do zrozumienia, żebym się nie pchała, gdzie mnie nie chcą, bo może być jeszcze gorzej..?
3. skoro nie będę wybitnym pracownikiem kancelarii, na/po aplikacji, trzeba by znaleźć jakąś inną szansę wykorzystania nabytych nauk, zdolności i doświadczeń.
Wówczas natrafiłam na interesujące ogłoszenie o naborze do programu szkoleniowego, finansowanego z projektu unijnego EFS. Przemyślałam sprawę,zorganizowałam się, złożyłam aplikację i ku swojemu niezwykle miłemu zaskoczeniu, zostałam przyjęta.
Program ten pokazał mi, że inaczej też można i że to nie jest żaden wstyd, nie iść zgodnie z obowiązującym prądem i oczekiwaniami.
Powiem więcej, spotkałam tam osoby, które albo mnie zainspirowały do czegoś innego, nowego, albo wręcz złożyły mi konkretną propozycję! żyć nie umierać.
To jest najlepszy dowód na to, że ksiądz Twardowski miał pełną słuszność mówiąc: że tam gdzie Bóg zamyka drzwi, to otwiera okno.
bardzo mnie to cieszy :)
OdpowiedzUsuń